czwartek, 26 stycznia 2017

Zrób to dziś - reaktywacja

Obiecałam sobie, że od stycznia 2017 wracam do dobrych, żywieniowych nawyków. Jednak codziennie, "coś" stawało mi na przeszkodzie. A to praca, a to stres, a to urodziny, imieniny, a to chandra a to.... Jednym słowem robiłam wszystko aby nie zacząć "od dziś" . Oczywiście miałam przez ten miesiąc lepsze i gorsze dni, ale generalnie nie działałam systematycznie, planowo i trwale.

Kilka dni temu, pewna kobieta sukcesu  Ola Budzyńska z paniswojegoczasu rozpoczęła kampanie reklamową  kursu "Zrób to dziś" czyli jak nie odkładać na jutro 

Napisała do mnie w sprawie tego kursu znajoma. Czy  go polecam i w ogóle?
Okazało się, że do kupna kursu zachęciła ją moja opinia:

źródło: http://zrobtodzis.pl/opinie

Przypomniałam sobie , że ja ten kurs zrobiłam w zeszłym roku i muszę przyznać, wywarł on na mnie ogromne wrażenie. I choć robiłam w swoim, życiu już wiele kursów motywacyjnych stacjonarnych to ten internetowy dał mi mega kopa do działania. Nie ukrywam,  że kiedy go kupowałam obawiałam się,  iż będą to zmarnowane pieniądze. Jak dotąd żaden z kursów on-line nie był dla mnie satysfakcjonujący. Kursy te zazwyczaj były robione "po łebkach" a poza tym ja do działania potrzebuję. żywego organizmu czyli innej osoby a nie komputera i wirtualnego doradcy. A jednak ten był inny...

Po rozmowie ze znajomą, przypomniało mi się, że dzięki temu kursowi zdobyłam tytuł instruktora Zumba i od pół roku prowadzę własne zajęcia :D  Mało tego, zostałam instruktorem Strong By Zumba - jak na razie drugim w Szczecinie :) i podjęłam się nowej pracy?

Zumba



Mało??

Może dla kogoś mało, ale dla mnie mega dużo. Przez pół roku osiągnęłam więcej celów, niż przez trzy lata.





Bardzo często w naszym, życiu tak jest, że chodząc na kursy i spotkania motywacyjne mamy mega zapał do pracy ale dość szybko on ulatuje. Tak pewnie było i w moim przypadku. Choć zmieniłam pracę, to okazało się, że wpadłam  w taki wir obowiązków, iż nie potrafię znaleźć równowagi między pracą zawodową a życiem osobistym. Hmmm, przydał by się znów jakiś motywator - pomyślałam.
I nagle mnie OLŚNIŁO!!!

Przecież, kurs Oli raz zakupiony jest mi dany na zawsze!! I teraz kiedy rozpoczyna się on na nowo mogę zrobić go kolejny raz bez żadnych kosztów. Mało tego, mam ze sobą kilkuset osobową grupę wsparcia na FB w postaci innych kobitek robiących ten kurs!!!!
To tylko 14 dni ale być może znów wiele zmieni w moim życiu!!!

pani swojego czasu
źródło:https://www.facebook.com/paniswojegoczas
Tak więc za kilka dni przyłączam się do nowej grupy robiących kurs. Może ktoś z Was też będzie chętny??
Nieważne jaki masz cel?
Czy taki jak ja -czyli jak pogodzić chęci wyglądania szałowo w swoim ciele z brakiem czasu i chęci na zdrowe odżywianie?
Czy może też, jak pogodzić pracę zawodową z planami rozwoju zupełnie nowego zajęcia zawodowego, zgodnego z pasją?
A może swój zupełnie inny? Twój wybór
Ja wybrałam :D

P.S.  A i żeby nie było.Ten post absolutnie nie jest sponsorowany :) No chyba, że zapłatą za reklamę jest motywowanie i dzielenie się doświadczeniem przez Olę :)Nie wierzysz? Sprawdź :D


Ola Budzyńska
https://www.facebook.com/paniswojegoczasu/photos/

niedziela, 25 grudnia 2016

Świąteczna refleksja -oby nowy rok przyniósł "dobrą zmianę"

No i mamy kolejne Boże Narodzenie a zaraz za nim kolejny rok. Za kilka dni obudzimy się o rok....piękniejsi :) a na pewno mądrzejsi o doświadczenia z tego roku.

Nie wiem jak dla Was ale dla mnie to był rok pełen zmian. Zarówno dobrych jak i trochę mniej.....

idę na dietę od nowego roku
czas na zmiany


Jeszcze pół roku temu miałam stałą, stabilną pracę.  W domu byłam codziennie o tej samej określonej porze. Mogłam zaplanować swoje posiłki niemalże co do minuty. Pięć posiłków co 3-4 godziny w stałych porach. No żyć nie umierać. Po dwóch latach jedzenia zdrowych pełnowartościowych posiłków , po dwóch latach regularnych ćwiczeń 5-6 razy w tygodniu myślałam, że nic już tego nie zmieni. Wierzyłam, że nabyty nawyk wszedł mi tak bardzo w krew, iż cokolwiek się nie wydarzy, mój sposób jedzenia i aktywności nie zmieni się. Nie ma takiej opcji, mawiałam.
A jednak życie jest bardzo przewrotne, i dość szybko przypomniało mi się znane przysłowie "nigdy nie mów nigdy" 

Pół roku temu postanowiłam spełnić swoje marzenie. Od zawsze lubiłam tańczyć a będąc nastolatką jak pewnie wielu dziewczynkom marzyła mi się kariera tancerki. Potem przyszła szara rzeczywistość i marzenie schowało się pod stertą marzeń przyziemnych. Od dwóch lat minimum dwa razy w tygodniu tupałam nogą w pierwszej linii na Zumbie. Zumba... to dzięki niej pokochałam aktywność fizyczną i z wiecznie zmęczonej i zdegustowanej życiem księgowej stałam się pełną życia i siebie dziewczyną. Jedno jest pewne. Poczułam się z 10 lat młodsza :) Dlatego też, postanowiłam spełnić te swoje dziecięce marzenie i tańczyć choć trochę ... zawodowo :) I tak pół roku temu zostałam INSTRUKTOREM ZUMBA <3 

Ponadto odkąd udało mi się wytrwać w swoich postanowieniach, schudnąć do wymarzonej wagi i 
jeszcze długo ją utrzymywać nabrałam mnóstwo pewności siebie i dzięki temu rozwinęłam swój niewielki biznes.
Jednak każda strona ma swój drugi medal. Rozwój zawodowy spowodował, że przybyło mi mnóstwo obowiązków i stresów i racjonalne odżywianie poszło w zapomnienie. A  jakby mi było mało wzięłam się za remont generalny mieszkania. Po prostu nie było szans na planowanie i szykowanie wieczorem zdrowych posiłków na następny dzień, gdyż czasem zwyczajnie nie było na to siły. Na prawdę wierzyłam, że kupne pierogi czy pizza przez kilka dni mnie nie zabije. A jednak....
Remont się przedłużał, nowe zawodowe obowiązki wymagały więcej godzin pracy, do tego zajęcia Zumby cztery razy w tygodniu i .....organizm bardzo szybko przypomniał sobie co tak bardzo lubi i na kolację domagał się coraz więcej węglowodanów i coraz większych porcji. Na wadze mam pięć kilo na plusie. Jedni powiedzą, że to nic i że teraz to właśnie świetnie wyglądam bo wcześniej byłam za chuda. Inni powiedzą, że jak na pół roku to dużo. Ale mnie nie o wagę chodzi tylko o SAMOPOCZUCIE i poczucie, że łamię swoje ZASADY :( Pomimo aktywności fizycznej moje uda znów pokrył cellulit a skóra stała się szorstka i nieprzyjemna w dotyku. Poza tym rano wstaję po prostu zmęczona co nie zdarzało się gdy odżywiałam się zdrowo. Jednym słowem czuję się ŹLE. 
A więc znów czas na zmiany... :D

zmiany
Dodaj napis

Wraz z nowym rokiem postanowiłam znów zmienić priorytety. Praca i pieniądze są ważne ale zdrowie i dobre samopoczucie najważniejsze. Od nowego roku moim priorytetem będzie powrót do właściwego stylu odżywiania. Więcej warzyw i owoców i mniej przetworzonych potraw. I woda, woda i jeszcze raz woda o której niestety ostatnio zapominam i zastępuję często kawą. 

Wam również życzę, zarówno z okazji Świąt Bożego narodzenia jak i nadchodzącego nowego
2017 roku abyście podejmowali same dobre decyzje. Aby postanowienia noworoczne nie kończyły swojego bytu po pierwszym tygodniu  nowego roku. Abyście wytrwali w swoich postanowieniach. Pamiętajcie "Nie ma słabych ciał, są tylko słabe charaktery" (Anna Niemczynow).
Udowodnijcie sami SOBIE, że macie silny charakter, a gdy zadbacie o to co dla Was ważne, życie odwdzięczy się  Wam  po stokroć, Jestem tego pewna :) Dlatego do dzieła bo warto!!

Na koniec pragnę Wam złożyć Zumbowe życzenia i zachęcić do Zumby bo Zumba jest tańsza od terapii :) Kto nie był nie koniecznie spróbuje. Niezależnie czy masz 5 czy 75 lat :D  Tam się rodzi pewność siebie, kobiecość, gibkość ciała i ...przyjaźnie na całe życie :)


niedziela, 20 listopada 2016

Z pamiętnika "jedzenioholika"

Wczoraj rano po przebudzeniu  kiedy kolejny raz w tym miesiącu źle się czułam powiedziałam do siebie: "I znów to zrobiłaś :( Jak ja siebie za to nie lubię. Ale od dziś dosyć. To był ostatni raz...". 
Po czym rozpoczął się dzień jak co dzień. Na śniadanie byłam grzeczniutka bo czułam w żołądku jeszcze wczorajsze szaleństwo ale potem na pierwszej przerwie na kawę dziabnęłam sobie "maluszka".  Po południu zadzwonili znajomi i zaprosili spontanicznie na imprezę a że dawno się nie widzieliśmy chętnie się zgodziłam. Nie wypadało pójść z gołą ręką więc kupiłam jakiś "zestaw imprezowy" W domu spożyłam trochę tego co kupiłam co by sprawdzić czy świeże i czy smaczne. Resztę grzeczniutko spakowałam i poszłam na imprezę z mocnym postanowieniem, że dziś będę grzeczna. Jednak gdy stanęło wszystko na stole poczułam ssanie w żołądku i ...popłynęłam. 
Dziś rano obudziłam się z bólem głowy, uciskiem w żołądku i fatalnym samopoczuciem psychicznym.  Ech, miało być od wczoraj ale na pewno od dziś się uda.

Brzmi jak wyznanie alkoholiczki?? 

Ale nie jest. Alkoholu na imprezie nie tknęłam bo resztką sił i rozumu mówię sobie, że aby nie wrócić do wagi z przed 3 lat będę unikać kalorycznych rzeczy do których mnie nie ciągnie i regularnie ćwiczyć Na wstępie mowa o jedzeniu. O obżarstwie potrawami których osoba ze skłonnością do tycia nie powinna ruszać!!! Sałatkach  z majonezem, słodyczach czy białym pieczywie w dużych ilościach. Że nie wspomnę o coli i słodkich sokach wypitych na imprezie. 

źródło: https://www.youtube.com/watch?v=Fx89XfKF--Q


Ach a jeszcze kilka miesięcy temu piałam peany wszem i wobec, że utrzymanie wagi jest możliwe a nawet bardzo proste. Przecież 2,5 roku wytrzymałam. Całkowicie zmieniłam rodzaj jedzonych posiłków na zdrowy i fit. Dałabym sobie chyba ręce obciąć, że nie wrócę już  do kotletów w panierce, pierogów, kopytek czy białego pieczywa. Wystarczyło jednak, żeby coś naruszyło mój system dbania o to co i jak jem a wszystko posypało się jak domek z kart i uzależnienie do jedzonych przed dietą potraw i obżarstwa wróciło. 

Zaczęło się od wakacji na których postanowiłam zaszaleć i nie odmawiałam sobie niczego. Do tego wzięłam dodatkowy etat i jakby mi było mało postanowiłam prowadzić zajęcia Zumba. No przecież dzięki temu jest aktywna fizycznie pomyśli pewnie niejeden z Was!!. OK. Macie racje. Jednak brak czasu na gotowanie i regularnie spożywanie posiłków spowodował, że pomału wróciłam do  wysoko przetworzonych dań. Raz czy drugi nie zrobiłam obiadu na następny dzień bo wyszłam do pracy o 6.30 a wróciłam do domu o 21.00 i nie miałam siły stać przy garnkach. Następnego dnia w porze obiadowej zjadłam kupne pierogi. Przecież raz czy dwa mnie nie zabije, pomyślałam. Jednak takie dni z "pierogami" czy gotowymi "makaronami w sosie" albo też "pizzą" zdarzały się coraz częściej. Oczywiście każdy słony posiłek musiał być zagryziony czymś słodkim. 

Organizm uzależniony od takiego jedzenia szybko dopomniał się o to z czego został jakiś czas temu ograbiony a ciało bardzo szybko zaczęło kumulować tę energię spożytą z nadmiarem węglowodanów i zamieniało ją w tłuszczyk.  Do tego rodzaj jedzonych posiłków od śniadania do podwieczorku powodował, że szybko po nich robiłam się głodna i wracając z Zumby o 20.00 zasiadałam do kolacji która...potrafiła kończyć się o 22.00 :( Oczywiście zawsze zaczynałam grzecznie od pełnowartościowego posiłku a potem ... tu paluszek, tu cukiereczek , to nagła ochota na pszenną pachnącą bułeczkę z masłem i żółtym serem o 21.00. Codziennie obiecuję sobie że to był ostatni raz i od jutra wracam na właściwe tory. I codziennie legnę.  Waga od wakacji ruszyła mocno w górę a ja ważąc się co miesiąc jestem na siebie coraz bardziej zła. 
Znacie to??

nałogowe obżeranie się
źródło: zdrowie.gazeta.pl

JESTEM JEDZENIOHOLICZKĄ I NIE JESTEM Z TEGO DUMNA!!!

Nie wstydzę się o tym głośno mówić ani nie usprawiedliwiam tym swojego obżarstwa. Po prostu jestem w nawrocie. Wiem, że uda mi się podnieść po tym upadku. Znam zasady, wiem co robić. Aczkolwiek wrócenie na właściwe tory jest trudne jak cholera. Jeden, dwa dni jest super a potem legnę na całej linii i tak od nowa. Jeszcze niedawno byłam wsparciem i motywacją dla osób z nadwagą a dziś ja sama potrzebuję takiego wsparcia. 
Tak to z tym uzależnieniem bywa. Bo w przeciwieństwie do alkoholika -abstynenta który sklep z alkoholem omija szerokim łukiem "jedzenioholicy" z jedzenia zrezygnować całkiem nie mogą. Mogą jednak nauczyć się jeść zdrowo i regularnie.

Zastanawiasz się czy też jesteś  uzależniona/y od jedzenia?

"Sprawdź 14 punktów, które pomogą ci stwierdzić, czy jesteś Anonimowym Żarłokiem:
  1. Czy jesz, kiedy nie jesteś głodna?
  2. Czy sprawiasz sobie "uczty jedzeniowe" bez wyraźnego powodu?
  3. Czy masz poczucie winy i wyrzuty sumienia, kiedy się objesz?
  4. Czy poświęcasz jedzeniu zbyt wiele czasu i myśli?
  5. Czy czekasz z zadowoleniem i niecierpliwością na chwile, kiedy będziesz mogła jeść w samotności?
  6. Czy z wyprzedzeniem planujesz te sekretne uczty? Czy jesz umiarkowanie w towarzystwie innych osób?
  7. Czy twoja waga ma wpływ na sposób, w jaki żyjesz?
  8. Czy próbowałaś być na diecie przez tydzień lub dłużej i rezygnowałaś przed czasem?
  9. Czy czujesz się dotknięta, gdy ktoś ci mówi, że wystarczy trochę silnej woli, żebyś przestała się objadać?
  10. Czy wbrew oczywistym faktom nadal żywisz przekonanie, że możesz przejść na dietę, kiedy tylko zechcesz?
  11. Czy pożądasz jedzenia o różnych porach dnia i nocy, innych niż pory normalnych posiłków?
  12. Czy jesz, aby uciec od zmartwień i kłopotów?
  13. Czy kiedykolwiek twoje zdrowie było zagrożone w wyniku otyłości lub sposobu odżywiania się?
  14. Czy twoje zachowania związane z jedzeniem czynią ciebie lub innych nieszczęśliwymi?
Czy odpowiedziałaś "TAK" na trzy lub więcej pytań? Jeśli tak, to możliwe, że masz lub będziesz mieć problem kompulsywnego jedzenia."
źródło: http://www.papilot.pl/zdrowie/czy-jestes-uzalezniona-od-jedzenia,3371,1


obżarstwo
źródło: sznupkowie w podróży życia

jedzenioholizm
www.istotna.pl

środa, 20 lipca 2016

Love Strong By Zumba

Jest jest jest!!

 Pojawiła się nowa odmiana Zumby -STRONG by ZUMBA którą pokochałam od pierwszego kroku :D

facebook: Iza Kin Janda
13 lipca odwiedziła nas Izabela Kin Janda czyli jedna z najlepszych instruktorek Zumba w Polsce. 
Jak tylko dowiedziałam się, że zajęcia poprowadzi Iza, wiedziałam że będzie super. Ale, że będzie tak mega ekstra to się nie spodziewałam.  Iza przyjechała do nas z nowym programem STRONG by ZUMBA i tak jak pisałam wyżej zakochałam się w tym treningu od pierwszych taktów muzyki. 

Jeśli kiedykolwiek byłaś/eś na zajęciach Zumby to napiszę od razu.  Nie jest to tradycyjne potupanie nogą a połączenie treningu aerobowego i siłowego w jednym. Takie interwały o wysokiej intensywności wykonywane do specjalnie do tego przygotowanej muzyki która motywuje do wysiłku. Jednym zdaniem mogę napisać tak:  JEST MOC, SIŁA, POWER, POT, ZAKWASY I 200 % WYZWOLONYCH ENDORFIN.

Tak więc jeśli takie zajęcia pojawią się w twoim klubie fitness a ty jesteś  fanem treningu obwodowego, ABS, ABT czy Cross Fit to koniecznie wybierz się na takie zajęcia. Owszem nie popracujesz tam ciężarami bo jedynym ciężarem na tym treningu jest twoje własne ciało ale gwarantuję Ci że zakwasy mogą być a to znaczy że była moc  :D 
Ach no i oczywiście dobre poczucie rytmu na tego rodzaju treningu nie jest aż tak bardzo pożądane :D 

Poniżej wrzucam filmik który prezentuje kawałek takiego treningu. Cały trening był połączony w 4 bloki. Każdy składał się z 3 utworów a ostatni nastawiony był głównie na brzuchy. 



Po tym treningu postanowiłam ostatecznie, że zrobię kurs instruktora Zumby :D Niestety nie ma możliwości zrobić od razu instruktora Strong by Zumba i należy zacząć od podstawowego poziomu a taka impreza do najtańszych nie należy ale co tam, raz się żyje :D 

Tak więc kurs opłacony i w sierpniu pochwalę się swoimi nowymi umiejętnościami :)  Oczywiście zapewne podzielę się z Wami wtedy moją wiedzą i wrażeniami z kursu czyli zapewne powstanie post " Jak zostać instruktorem Zumba od A do Z" 

A oto opinia Dominiki Wójcikiewicz ( instruktorka Zumba i uczestniczka You Can Dance 2016) o treningu Strong by Zumba która mam nadzieję zachęci Was również do spróbowania tej formy aktywności :D  Dominika Wójcikiewicz o Strong by Zumba

A na koniec trochę fotek z treningu okiem naszego kolegi -notabene najwierniejszego fana Zumba jakiego znam :) i krótki filmik oddający siłą głosu moc tego treningu :D Strong by Zumba Szczecin 13.07.2016
Zumba Szczecin
Dodaj napis

Zumba Szczecin

Zumba Szczecin

trening Strong by Zumba



Pozdrawiam Was serdecznie wakacyjnie :D 

środa, 29 czerwca 2016

Szybka przekąska z jabłka pieczonego w... mikrofalówce.

Naszła nas w pracy ochota na małe słodkie co nieco do kawki. Oczywiście mogłyśmy wyskoczyć do pobliskiego sklepu lub cukierni po coś słodkiego. Jednak dziś zdecydowanie poszłyśmy w zdrowe przekąski :)

Postawiłyśmy się na jabłko pieczone w  ... mikrofalówce :D 
Pomysł był mojej szefowej ale myślę że często będę z niego korzystać :D 

Przygotowanie takiej przekąski to 3 minutki a smak obłędny :D

JABŁKO PIECZONE W MIKROFALI

jabłuszko z mikrofalówki
małe co nieco w pracy

Sposób przygotowania:

Umyte jabłuszko nakłuwamy widelcem żeby nam nie wybuchło w mikrofalówce podczas pieczenia i wstawiamy na 3-5 minut w zależności od mocy mikrofali. Oczywiście wstawiamy na talerzyku bo jabłko puści nam sok :D
 Po tym czasie wyciągamy jabłko i odstawiamy na chwilę do przestygnięcia.  Można je po upieczeniu posypać cynamonem co według mnie daje jeszcze lepszy smak i oczywiście wspiera odchudzanie. :D

przekąska z jabłkiem
jabłko pieczone w mikrofali


Takie upieczone jabłko jest o wiele słodsze od surowego i skutecznie zaspokaja chętkę na słodycze. 
Ja takie jabłko jem wraz z pestkami które jak wiemy zawierają najwięcej pektyny  i ponoć mają właściwości chroniące przed nowotworami.

O właściwościach jabłek możemy pisać wiele. Jabłka dzięki swojemu składowi oraz strukturze działają w organizmie wielokierunkowo a mianowicie:
– zmniejszają apetyt
– obniżają poziom cholesterolu (spożywane ze skórką)
– obniżają ciśnienie tętnicze krwi
– zwalczają przeziębienia i infekcje dróg oddechowych
– zmniejszają napięcie psychiczne
– zmniejszają bóle reumatyczne
– leczą zaburzenia jelitowe w tym zarówno zaparcia jak i biegunki
– poprawiają przemianę materii
– przeciwdziałają nowotworom
-
 dlatego zachęcam was do sięgania po zdrowe i smaczne przekąski prosto z naszych rodzimych sadów :D

przekąska z mikrofali
jabłko pieczone w mikrofali

piątek, 24 czerwca 2016

Odkryj w sobie piękno

Jeszcze 2,5 roku temu byłam zwyczajną babką. Czasem ponarzekałam jak większość na swoją niedolę i niesprawiedliwość społeczną. Czasem cieszyłam się z drobiazgów które zadziały się w moim życiu. Gdybyście spytali mnie wtedy jaka jestem? Odpowiedziałabym bez wahania
- Jaka? -Ot, zwyczajna  - taka O.K.

Natomiast gdybyście spytali czy jestem piękna bez wątpienia powiedziałabym, że NIE!!!

Nie lubiłam swojego ciała i to nie tylko dlatego, że nie podobał mi się galaretowaty cellulit ale też dlatego, że było wiotkie,  moja postawa była przygarbiona a uśmiech przygaszony. 

Wtedy wydawało mi się, że jestem po prostu jedna z milionów takich jak ja :) Ni brzydka, nie piękna. Żartowałam często, że jak Pan Bóg rozdawał urodę i talenty to stałam w kolejce po rozum.



Minęło  2,5 roku i wiele zmieniło się w moim życiu. I nie stało się to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bo takie kochani nie istnieją ( chyba, że w filmie o Harrym Potterze ;) )

Zmieniło się nie tylko moje ciało ale i dusza :) Zaczęłam się sobie podobać. Moje ciało nabrało siły, sprężystości. Chodzę bardziej wyprostowana, uśmiechnięta :) 
Ćwiczenia dodały mi siły a ukochana Zumba gracji :D

Gdybyście jednak znów spytali czy jestem piękna, nadal twierdziłbym, że nie. Czułam jednak, że gdzieś w środku drzemie we mnie nieodkryte piękno i to nie tylko wewnętrzne ale i zewnętrzne :D 

Potrzebowałam tylko kogoś kto je we mnie odkryje i..... wreszcie  mam, znalazłam :D 

W związku z tym, że latka lecą i młodsza już nie będę postanowiłam zachować w pamięci swój obraz, wysportowanej, szczupłej Moniki :) Zdecydowałam się na profesjonalną sesję w studio Red Room   i Panu Arkowi, fotografowi skutecznie udało się wydobyć moje piękno  :D

Dziś spytajcie mnie jaka jestem? 
Odpowiem... PIĘKNA.. Jedna na MILION :D

Oto cała JA :D










Dlatego każdej z Was z osobna niezależnie od tego ile ma lat, czy jest chuda czy też walczy z nadmiarem kilogramów,  Czy jest zdrowa czy chora,  Czy jest ładna czy brzydka ( oczywiście tak o sobie myśli ;) ) gorąco polecam znaleźć fotografa który odkryje i zachowa Wasze piękno w pamięci na zawsze :D 




środa, 8 czerwca 2016

Czy da sie pogodzić pracę w nadgodzinach z prowadzeniem domu, dietą oraz ćwiczeniami?

Dawno mnie tu nie było.

A to wszystko za sprawą nowego wyzwania zawodowego którego podjęłam się jakieś dwa miesiące temu. Jeszcze całkiem niedawno pracowałam sobie spokojnie do 13-14 i po przyjściu do domu miałam czas spokojnie na poczytanie nowinek o fitnessie i dietach, zrobienie obiadu na godzinę 15.00, posprzątanie, napisanie posta na blogu czy FB oraz oczywiście na ćwiczenia :)

Niektóre osoby z którymi pracowałam podczas diet coachingu zarzucało mi wtedy " No tak, bo ty to masz czas na ćwiczenia i gotowanie" Jako koronny argument za tym, że za nic nie mogą sobie pozwolić na dietetyczne gotowanie i ćwiczenia był właśnie brak czasu.  Owszem miałam bardziej zorganizowany harmonogram dnia od większości z nich i nie mogłam w 100 % podważyć tego argumentu. Owszem mogłam przekonywać ich do tego, że zawsze mogą sobie znaleźć taką prace jak ja ale wtedy popukali by się zupełnie w głowę ;)  Zamiast tego jednak nadarzyła się okazja aby się z tym argumentem skonfrontować :)

Tak więc dwa miesiące temu podjęłam nową pracę i mój dotychczasowy plan dnia runął w gruzach. Nowy plan dnia wygląda tak:

Poniedziałek, środa i piątek pobudka ok 5.40 gdyż na 7.00 trzeba być w pracy. W domu jestem ok 16.00 lub 16.30 jeśli po drodze robię zakupy. W te dni moja córka ma popołudniowe zajęcia na które trzeba ją wozić. Zajęcia najczęściej zaczynają się o 17.00-18.00 więc niewiele czasu zostaje  przed wyjściem na gotowanie i sprzątanie. Wracam więc do domu około 19-20 i mam czas na to co do moich obowiązków jako mamy i gospodyni należy :)

Wtorek i czwartek pobudka odrobinę później bo o 6.30. Na 8.00 do pracy w której z racji poznawania specyfiki firmy nie udawało mi się wyjść o 16.00. W te dni wracam więc do domu około 19-20 robiąc po pracy późne zakupy.

Od razu zaznaczę, że nie mam mamy, babci, teściowej ani fajnej sąsiadki która mogła by trochę odciążyć w obowiązkach. A mąż?... mąż pracuje jeszcze dłużej niż ja ale taka specyfika jego pracy, no cóż.

W pierwszej chwili bardzo się tego wystraszyłam, bo przez pierwsze dwa tygodnie zrobił się lekki chaos i ewidentnie nie było mowy o regularnych zdrowych posiłkach i ćwiczeniach. Obiad jadłam w biegu i to najczęściej jakieś przetworzone szybkie jedzenie a na ćwiczenia nie miałam po prostu siły.  Do tego cześć pracy wykonuję w domu więc miałam zajęte pracą również weekendy :(

Pomyślałam sobie jednak szybko:
-No tak nie może być !!!! Nie po to tyle pracowałam nad zbudowaniem nowych nawyków fundamentalnych jakimi są zdrowe odżywianie i aktywność fizyczna żeby to teraz zaprzepaścić przez nową pracę!! Co mi po tych pieniądzach gdy zdrowia nie będzie!!

Tak więc usiadłam sobie pewnej niedzieli i postanowiłam się "zorganizować"
 I tak oto ustaliłam:
  •  Obiad gotuję na dwa dni
  • Gotuję go wieczorem po to aby zabrać do pracy w pojemniku i w porze obiadowej zjeść w pracy 
  • Mam zawsze w zamrażarce pierś z kurczaka i warzywa na patelnię więc nawet jak się coś wydarzy i nie zdążę zrobić obiadu lub zakupów to na danie kurczak+warzywa na patelnię 5-10 minut znajdę. 
  • Jeśli jednak z różnych powodów nie uda mi się ugotować obiadu poprzedniego dnia a mogę przypuszczać, że następnego dnia będę w domu później niż o godzinie16.30 nie jem obiadu w ogóle a do pracy zabieram więcej przekąsek typu warzywa i owoce i biorę bardziej pożywne drugie śniadanie.
  • Choćby nie wiem co, staram się jeść regularnie po to aby wieczorem nie rzucać się na zawartość lodówki jak opętana. Pal licho lodówkę, żeby nie rzucać się w sklepie po drodze na półkę ze słodkościami :)
  • W pierwszej kolejności pamiętam w sklepie podczas zakupów spożywczych o kupnie zdrowych posiłków na śniadanie, obiad i kolację i to takich które przygotuję od ręki w chwila moment czyli warzywa, owoce, jogurty, serek wiejski, ciemne pieczywo, łosoś, kurczak na kanapki.
  • Ćwiczenia organizuję sobie przynajmniej 4 razy w tygodniu  i przynajmniej w te dni i o tej porze co wiozę córkę na zajęcia. Zamiast chodzić po sklepach czy siedząc na FB czekając na córkę wiozę ją 10 minut wcześniej i biegnę na zajęcia do klubu fitness.  No i obowiązkowo w niedzielę rano zajęcia żeby mieć energię na cały dzień :)                                                   Oczywiście nie obyło się bez zmiany klubu z tego do którego miałam sentyment i serce,  na ten który jest blisko miejsca w które muszę wozić córkę. Było mi przykro opuszczać ulubionych trenerów ale coś za coś ;)

pomysł na krewetki
takie oto cuda jadam na wyjazdach kiedy nie mogę sama gotować :D
Czy mi się to udało?
po treningu :D

W 99 % tak, choć wiadomo, jak to w życiu bywa mam potknięcia i upadki. Nie zawsze wszystko układa się tak jak sobie to zaplanujemy i zdarzają nam się różne nieprzewidziane sytuacje na które nie mamy wpływu.
Co się jednak zmieniło w moim życiu?

Żyję trochę bardziej w biegu. Mam w domu bałagan ale nie przejmuję się tym bo wybieram to co jest dla mnie ważniejsze. To mój bałagan i nic nikomu do tego. Wolę mieć bałagan w domu niż bałagan w głowie :D Wiem, że nie da się pogodzić idealnej pani domu z praca zawodową i do tego z ćwiczeniami, dietą i wychowywaniem dzieci.
Ja wybrałam; dziecko, praca, dieta + ćwiczenia a dopiero potem prowadzenie domu :) W końcu jeszcze nikt nie umarł od tego, że poszedł do szkoły lub pracy w wygniecionej spódnicy :D


weekendowy trening na powietrzu z ulubioną killer trenerką Anią Niemczynow

 Tak więc teraz gdy na coaching przyjdzie "zapracowana" mama nie dam się zwieść argumentom w stylu " Ja niestety nie mam czasu"

Kochani wszystko jest po prostu kwestią organizacji !!!



A jeśli nie umiecie się zorganizować szukajcie kursów, szkoleń w tym zakresie. Ja wam w tej materii polecam zajrzeć do Oli Budzyńskiej Pani Swojego Czasu   która zajmuję się zawodowo prowadzeniem szkoleń w zakresie zarządzania sobą i organizacji własnego czasu :D